субота, 13 жовтня 2018 р.

Turnej gry Carcassonne


Normalnie piszemy dla Was relację z już odbytych konwentów albo tych, które dopiero nadejdą. Pokazujemy piękne ujęcia cosplayerek i możliwe do zobaczenia atrakcje. Tym razem skupimy się na nieco innej części, zawsze obecnej na każdym wydarzeniu. Większym lub mniejszym.

Prawdopodobnie zauważyliście na konwentowych mapach pokój/ pomieszczenie/ namiot etc. oznaczone jako różnoraka odmiana sformułowania „Gry Planszowe”. Czy to Planszówkownia czy Skarbiec Gier Bez Prądu, zawsze wypełniony wieloma tytułami do pogrania ze znajomymi albo dające możliwość poznania nowych.

Otóż gry planszowe mają jeszcze jedną ukrytą cechę. Są oparte na stałych mechanikach i spójnych zasadach, a co za tym idzie… Zgadliście! Można z nich stworzyć idealny materiał pod turnieje.
Jako, że nadarzyła się okazja aby uczestniczyć w jednym z takich turniejów. Uznaliśmy, że przybliżymy Wam, naszym czytelnikom, ten zawiły temat. 



W tym celu prześledziliśmy całą drogę uczestnika. Od eliminacji po awans do etapu finałowego w ramach turnieju gry Carcassonne.

Carcassonne to już dobrze znana wszystkim wyjadaczom, seria gier pod jednym szyldem, różniących się często stosowanymi dodatkowymi mechanikami. W podstawowej wersji każdy z graczy ma za zadanie zebrać jak największą ilość punktów zwycięstwa. Otrzymuje je za różnorodne aktywności, które może wykonać po dobraniu kafelka. Kafelki różnią się od siebie i mogą posiadać na sobie drogi, zamki bądź kościoły. Najczęściej są to wariacje minimum dwóch. To jednak nie wszystko! Każdy ma ograniczoną ilość podwładnych (drewnianych, kolorowych znaczników), którymi może zajmować poszczególne elementy. Drogi można łączyć w długie szlaki. Zamki rozbudowywać do niebotycznych rozmiarów, a przejmowanie kościołów daje dodatkowe punkty za każdy kafelek przyłączony naokoło. Jednak nie zawsze strategia budowli jest najlepszą i w dużej ilości przypadków dochodzi do zajmowania „pól”. Poprzez położenie na płasko naszego podwładnego, możemy przejąć „pole”, czyli pas zieleni. Pas ten ciągnie się do momentu ograniczenia go murami zamku, końcem planszy czy drogami. Otrzymujemy dzięki takiemu zagraniu dodatkowe punkty za każdy ukończony zamek na naszym polu, ale do końca gry wyłączamy danego podwładnego z rozgrywki.
 

To ten właśnie system jest najczęściej wybierany do rozgrywek turniejowych.



Jak zacząć przygodę z turniejami?

To jest tak, że aby dostać się do turnieju, to wpierw należy wygrać eliminacje. Odbywają się w lokalnych klubach, pubach, sklepach czy nawet konwentach jak np. Pyrkon. W danym terminie należy przyjść do takiego miejsca, zapisać się i… wygrywać. Obecnie panuje system, który dostosowuje liczbę awansów do ilości przyjętych graczy. Dla zobrazowania: Kiedy jeden lokal zbierze 10 osób, biorących udział w eliminacjach – awans otrzyma jedna osoba, ale w przypadku większej ilości, adekwatnie zwiększa się liczba wakatów. Jednakże w opisywanym przypadku [Carcassonne], może to ulec zmianie w przyszłości. Dlatego zachęcamy do śledzenia zmian w regulaminie zawodów. Taki system nie jest też regułą i może być inny dla turnieju w którym chcielibyście uczestniczyć.

Eliminacje są również wyodrębnionym konkursem. Zatem za zajęcie miejsca na podium możecie się spodziewać hucznych oklasków i nagród rzeczowych. Nie zapominając o zaproszeniu do udziału w kolejnym etapie.
Następnie jako laureat, otrzymujemy informację na kontaktowego maila odnośnie daty i miejsca kolejnego etapu. Tutaj był to już etap Mistrzostw Polski, który miał miejsce w Krakowie. W obszernym parku handlowym Solvay znajdowało się Centrum Sztuki Współczesnej, gdzie rozstrzygały się losy ponad 200 zakwalifikowanych osób z całej Polski. A w sumie nawet mniej, bo niektórzy zrezygnowali z uczestnictwa mailowo albo bez podania przyczyny, zwyczajnie oddali szansę walkowerem. 



Na początek każdy uczestnik otrzymuje kartę turniejową, gdzie będzie wpisywał punkty uzyskane na konkretnych etapach rywalizacji. Składa się na nie 5 rund eliminacji, po której wyłaniane są osoby do TOP16. Najważniejsze są duże punkty. Kolejno za miejsce 1= 3, 2= 2, 3= 1 i ostatnie z zerowym wynikiem. W sytuacjach spornych decydują małe punkty uzyskane w trakcie rozgrywek. Po pierwszej rozegranej partii, w kolejnych uczestnicy dobierani są na podstawie dopasowania punktowego. Innymi słowy na zasadzie „Najlepsi z najlepszymi”. Miejmy na uwadze, że przez etap eliminacji w grze przy jednym stole, biorą udział 4-5 osób. 



Natomiast po przejściu do etapu finałowego, już tylko 2 graczy -1 vs. 1. Jak wspomnieliśmy w 1/8 walczy o awans 16 osób i z każdym kolejnym progiem liczba pretendentów zmniejsza się o połowę. Aż w finale zostaje dwójka najlepszych graczy.

Osoby, które nie dostały się do etapu finałowego,w drodze losowania otrzymały nagrody pocieszenia. Z kolei wszyscy awansujący uczestnicy, otrzymali nagrody za uczestnictwo.
Natomiast stojącym na podium – wręczono bony do sklepu Bard.pl. Laureat na pierwszym miejscu otrzymał dodatkowo statuetkę. Co więcej otrzyma także refundację podróży do Essen, gdzie będą miały miejsce Mistrzostwa Świata Carcassonne na jednych z największych targów gier planszowych.

Co do zasad organizacyjnych turnieju, to:
- Wszystkie gry rozstrzygano na podstawowej wersji Carcassonne z 2 edycji. Zatem systemy opatów i rzek nie były dozwolone.
- Każda rozgrywka trwała do wyczerpania zapasów kafelków albo do osiągnięcia limitu czasowego. Tu akurat 40 min. W przypadkach gdy dochodziło do remisu, to mecz powtarzano, ale z czasem ograniczonym o połowę.

W momencie awansu i wygraniu refundacji wyjazdu na Mistrzostwa Świata Carcassonne w Essen, na miejscu mistrzowie grają wyłącznie w systemie 1 vs. 1, a przegrani odpadają z turnieju.


W tym roku na podium stanęli:
- Maciej Polak zajmujący trzecie miejsce,
- Hubert Kopera na miejscu drugim,
- Marcin Sawicki, który zajmując pierwsze miejsce i jednocześnie zdobywając tytuł Mistrza Polski Carcassonne 2018.



Co myślimy o miejscu i organizacji?

Przede wszystkim lokalizacja - dobry dojazd z centrum.

Do dyspozycji uczestników pozostawiono pomieszczenie rekreacyjne, gdzie można było zjeść coś na słono i na słodko, wypić kubek gorącej kawy. Alternatywą była woda lub herbata, dla nie lubujących się w czarnym ziarnie.

Na stołach porozkładano różne wersje gier z serii tematycznej turnieju. Chociażby adaptację w uniwersum Gwiezdnych Wojen. To jednak nie wszystko. Udostępniono kilka egzemplarzy demonstracyjnych wersji gry, w formie niewielkich książeczek z kafelkami do wycięcia. Pozostawiono także aktualne katalogi produktów i najnowsze dzieło producenta gry.

Najnowszy produkt w ofercie Barda – dystrybutora serii w naszym kraju, czyli Carcassonne z dopiskiem „Safari”, zabierze nas w odlegle rejony słonecznej sawanny. Zmieniono w tej wersji zarówno znane już podstawowe mechaniki, dodając konieczność spoglądania na różnorodność gatunkową. Dodano systemy wodopojów, Baobaby, a zamki zamieniły się w istne dżungle! W pionkach też zaszła mała roszada z uwagi na dodane samochody patroli oraz słonie, które zajęły miejsce na planszy zliczającej punkty zwycięstwa. Kafelek startowy ewoluował do potrójnego, co daje znacznie więcej różnych kombinacji zagrywek startowych.
Sam turniej rozpoczął się o 10:00 i wypadł bardzo dobrze jeśli chodzi o czas etapów. Do 16:00 zostali już tylko najlepsi w TOP16. Po dłuższej przerwie odbył się etap finałowy. 1/8, ¼, ½ i finał. Tak naprawdę do 20:00 wszystkie formalności związane z sesją zdjęciową zwycięzców podczas wręczenia nagród zostały dopełnione i najbardziej wytrwali uczestnicy mogli rozejść się do swoich domów czy własnego wynajętego lokum na czas pobytu w Krakowie.

Komunikacja wypadła również całkiem nieźle. Pomyślano nad umieszczeniem głośnika również w drugiej sali. Tak, z uwagi na ilość partycypantów etap eliminacji odbywał się w dwóch salach. Dzięki temu gracze mogli słuchać komunikatów bez potrzeby przechodzenia między salami. Co więcej w obu pomieszczeniach cały czas przebywali obserwatorzy, którzy doglądali przebiegu rozgrywek i zajmowali się rozstrzyganiem sporów.

Pomyślano również o miejscach dla najmłodszych, którzy niekoniecznie musieli być zainteresowani w pełni zawodami. Obok ekspozycji statuetki pozostawiono „nieco większą” wersję oryginalnej gry z odpowiednio powiększonymi pionami. Zostały wykonane ze sztywnej pianki, bez umocnień wewnątrz, zatem były bezpieczne dla dzieci.

Cała kwestia zliczania punktów i śledzenia tabeli uczestników była zinformatyzowana. Co za tym idzie, oczekiwanie na kolejne rundy zostało ograniczone do minimum.

Przykuwa uwagę sam wygląd pomieszczeń. Ponieważ jest to Centrum Sztuki, to w ramach ostrożności zdemontowano większość wiszących obrazów. Z kolei te które jeszcze pozostały umilały czas oczekiwania.

Jak wspominaliśmy, budynek mieści się w strefie krakowskiego Solvay, które można przyrównać chociażby do poznańskiego Franowa. Zatem w pobliżu są okoliczne galerie czy kino. Dlatego nawet jeśli zakończylibyście swoją przygodę wcześniej, to jest kilka miejsc do których można zajrzeć bez potrzeby wracania do centrum miasta.

To wszystko co możemy Wam przekazać odnośnie metodologii przeprowadzania, uczestnictwie i organizacji turnieju.





Nasze przemyślenia i obserwacje:

Tak jak w przypadku konwentów, tak i tutaj dopatrzyliśmy się możliwości polepszenia warunków dla wygody uczestników.

Przede wszystkim w głównej sali rozstaw stołów z krzesłami powinien być większy. Niestety, w wielu miejscach, zbyt mały - wymagał od osób prowadzących swoje rozgrywki, odrywania się od gry celem przepuszczenia żwawszych graczy. [czyt. rozgrywających szybciej swoje rundy]


Kolejnym problemem było to, że niestety z uwagi na ilość osób w pomieszczeniu, odczuwalna była duszna atmosfera. Przydało by się częstsze wietrzenie lokalu albo zmniejszenie osób biorących udział w turnieju.

Szkoda, że postument z ułożonych pudełek najnowszej gry z wieńczącą go statuetką nie otrzymał własnego oświetlenia. Przez układ okien w pomieszczeniu i punktowego oświetlania, charakterystycznego dla sal wernisażowych - był w „ciemnym kącie”. Przez to główny przedmiot zainteresowania był słabo wyeksponowany.

Podsumowując. Udział w turnieju jest świetną zabawą i polecamy spróbować swoich sił każdemu, niekoniecznie zapoznanemu z pełnymi możliwościami danej gry. Jest to ciekawe doświadczenie z uwagi na rozpiętość wiekową graczy. Spotkaliśmy zarówno dzieci, jak i osoby starsze. Każda z nieco inną taktyką na rozgrywanie swoich oponentów. 


Co zasługuje na pochwałę, to zachowanie w stosunku do innych graczy. Przyjacielskie relacje, zamiast wojowniczego zgrzytu. Nie było sytuacji, żeby ktoś miał pretensje do kogokolwiek. Kultura to podstawa.
Jednakże należy pamiętać, że awanse wiążą się z koniecznością transportu na miejsce rozgrywek kolejnych etapów. Można też złożyć rezygnację, która nie wiąże się z odstąpieniem od nagrody za bycie laureatem w etapie eliminacji lokalnej. Jeśli jednak zdecydujemy się uczestniczyć, a nie posiadamy odpowiedniego zaplecza, to może być to problematyczne dla niektórych z Was. Jest to też męcząca podróż dla osób z daleka. Z Poznania do Krakowa jest 6h jazdy pociągiem. To wyczerpuje możliwość podróży w sam dzień zawodów i konieczne jest rezerwowanie noclegu na dwie noce. Innymi słowy rezerwacja całego weekendu.

Dziękujemy za współpracę organizatorom turnieju. Liczymy, że jeszcze przyjdzie nam spotkać się na stanowisku konwentowym, a kto wie? Może i Nam uda się wygrać w przyszłym roku.
Jan Jędrzejczak

пʼятниця, 12 жовтня 2018 р.

The Basemetn: Asian Weeks - relacja


Azjatycki weekend dobiegł końca, a wraz z nim seria naprawdę serdecznych i pięknych chwil. To właśnie one są jednym z głównych powodów, żeby zainteresować się mniejszymi spotkaniami.
A wierzcie nam, że mniejsze nie znaczy gorsze. O czym przekonacie się czytając dzisiejszą relację.

The Basement: Asian Week - czyli spotkanie dla osób mocno związanych z fandomem, jak i dla tych, którzy stawiają w nim swoje pierwsze kroki. I tutaj się zatrzymamy, odsyłając do poznania genezy nazwy i ogólnego zamysłu do wywiadu z Fabienem " Sucharem" Sachą (tutaj link).

Wracając jednak do Poznania... Właśnie tutaj przy poznańskiej Cytadeli, na Winogradach, w Szkole i Teatrze Łejery zorganizowano tenże konwent. Budynek nadawał się do tego aż nadto. Z uwagi na swój brak kondygnacyjności i zaplecze sprzętowe. Pojemna sala ze sceną, z rozbudowanym systemem oświetlenia, udźwiękowieniem i cudowną akustyką. Na teren konwentu można było wejść już od piątkowego wieczoru, co z pewnością było udogodnieniem dla osób spoza metropolii. Asian Week rozpoczął się od godziny 9:00 w sobotę 29.09 i trwał do 15:00 w niedzielę 30.09. Przejazd w godzinach kursowania komunikacji dziennej był dość wygodny. Dwie linie tramwajowe: "10" dla osób jadących z dworca i "4" dla zakwaterowanych w okolicach Starego Rynku. Niemniej na podróż powrotną późną nocą, bez dłuższego  spaceru się nie obejdzie.

Szkoła na uboczu, od samego przejścia przez bramę witała nas udekorowanymi drzewami i bramą Tori, a przez szyby widać już było zarysy hali wystawców. W szklanym przedsionku umieszczono akredytację. Jako media otrzymaliśmy wejściówki ze wszystkimi symbolicznymi zwierzętami, ale konwentowicze mogli wybrać, które z nich poprze. Zaciętego Tygrysa? Potężnego Smoka? Czy Memicznego Magicarpa? Wszystko za sprawą gry konwentowej, o której nieco później. Dodatkowo każdy otrzymywał własną opaskę na rękę i broszurkę z planem atrakcji, i mapką.


Hala Wystawców była dość przestronna i różnorodna w oferowanym towarze. Od przypinek i kubków, po bluzki i poduchy. Nie zabrakło też rękodzieła, gdzie poza oferowanymi naklejkami, artami i komiszami, można było kupić ręcznie wykonaną biżuterię i pluszaki. Co więcej, zauważylismy kilka znajomych twarzy z minionego Niuconu.  Oczywiście wszystkie osoby chętnie zostawiły po sobie ślad w prowadzonym Zeszycie Artystów.



Zwiedzanie poszczególnych miejscówek urozmaicił Janowi - Łukasz "Pyro" Kaczmarek, który przy okazji oprowadzania po szkole, zapoznał go z historycznymi walorami placówki. Jak się okazało, kiedyś szkoła była znacznie mniejsza niż ją zastaliśmy, a sama scena główna jest jej najnowszym nabytkiem.

Pluszaki od Magic Hands

Poza nią na konwencie znaleśliśmy sale prelekcyjne, dziedziniec warsztatowy, salki rekreacyjne (planszówki, gry muzyczne, karaoke czy VR i konsole),Meido Cafe, fotostudio, wszechstronne sleeproomy, a także koniecznie punkt medyczny. Jest to o tyle ciekawe, że rzeczywiście było czuć obecność ratowników w razie potrzeby. Warsztaty odbywały się również w holu obok sali prelekcyjnej i na powierzchni starej sceny.


Skoro już przy atrakcjach jesteśmy, to udaliśmy się na różne prelekcje, żeby jak najszerzej poznać kierunek w którym będzie zmierzał konwent. Od rana rzeczywiście sporo się działo.

Janowi spodobał sie koncept panelu "Piekło to ludzie[...]" prowadzonego przez Ulę Knap, która zawodowo zajmuje się tłumaczeniem mang. Przez jej ręce przewinęło się całkiem dużo tekstów, a może w szczególności obrazów Junjiego Ito, którego twórczość rozważaliśmy na prelekcji. Z uwagi na dość wczesną porę i z racji tego, niską frekwencję - mogliśmy nawet wprowadzić trochę dyskusji na niektóre poruszone wątki. Gdybyśmy mieli to konkretne spotkanie komuś polecić, to napewno fanom uniwersum Loverctafta i osobom szukającym motywu psychodelicznego podejścia do sformułowania "Człowiek człowiekowi wilkiem". A w szczególności Mistrzom Gry "Zewu Cthulhu" do zainspirowania się pewnymi ukazanymi wątkami fabularnymi


Prawie natychmiast po nauce o piekle w twórczości, przenieśliśmy się na wykład o "piekiełku" bycia tłumaczem. Godzinne spotkanie z Pawłem "Rep" Dybałą pokazywało co w tłumaczeniu pomaga w samodokształcaniu, a czego nie powinno się stosować. Okazuje sie też, że nie można wykształcić się na tłumacza. Takiego kierunku nauczania nie ma, ale jak dopełnienie nazwy prelekcji mówi "[...]możesz próbować." Niestety nie udało się wysiedzieć tam do końca, z uwagi na telefoniczną lawinę, która Jana zaskoczyła.

Podczas jego wędrówki z komórką, przyglądając się po drodze cosplayerom i towarom, zakończył obchód w sali gier konsolowych. Taak... Ewidentnie Beat Saber wciągnęło go do swojego świata, bo spędził w nim jakieś 15 minut. Jak się okazuje obsługa HTC Vive w BS'ie jest wyjątkowo intuicyjna, a sama zabawa jednocześnie pozwala na wprowadzenie aktywności fizycznej podczas relaksu. Co prawda w większości wyłącznie od pasa w górę, ale to zależnie od piosenki i poziomu trudności. O mało co nie wyszedłby poza strefę gry na spotkanie ze ścianą! Co więcej, nie musicie przyjeżdżać koniecznie do Poznania, żeby spróbować swoich sił. Ekipa The Basement VR udostępnia sprzęt również na innych konwentach. ["Polecam każdemu wejść do Beat Saber! Jeśli uzależniło Cię OSU, to z Beat Saber już się nie wyleczysz!" ~Jan]


Wspominałem wcześniej o grze konwentowej? Ano BYŁA i BYŁA GRYWALNA!
Jeśli wcześniej nie oczytaliście podlinkowanego artykułu (do czego zachęcamy), to w skrócie fabuła wygląda tak. W dalekowschodnich terenach szaleją wojna, głód i tocząca ludność choroba. Dlatego strażnicy azjatyckich krain: Smok (Chiny), Tygrys (Korea) i Karp Koi (Japonia), wyruszają w podróż do Poznania, gdzie wybiło źródło spełniające życzenia. Zadaniem uczestników jest wspomóc Strażników w znalezieniu źródła. Można poprzeć jednego z nich. Zadania były mocno zróżnicowane pod względem punktów, a co za tym idzie - poziomem trudności i zawiłości przekazu. Czasem trzeba było w coś zagrać, czasem poszukać, a innym razem uzyskać błogosławieństwo Tygrysa odpoczywając przez pięć godzin. A'propos szukania, to wielokrotnie na konwencie słyszałem o osobach ganiających za kasownikiem do biletów.


 ["Nawet zagiąłem troszeczkę orgów od gry, gdy pobrałem błogosławieństwo i rzeczywiście odczekałem tych pięć godzin. Byłem chyba jedyną osobą, która nie kombinowała tutaj, tylko zrobiła według karteczki. Miałem niezły ubaw, a w nagrodę za oryginalne podejście też otrzymałem nagrodę... Bo gdy chciałem oddać zadanie, gra się już skończyła."~Jan]
Jednakże co zasługuje na oklaski i pochwałę?



Gra konwentowa NIE BYŁA metodą na zdobywanie zasięgów społecznościowych. Nie musieliśmy wykonać czegoś na zasadzie "zrób sobie selfie z uśmiechniętym helperem i wstaw na fanpage wydarzenia".  Jest to pionierskie i w naszej opinii jedyne, właściwe podejście do tego zagadnienia.
Szkoda, że nie wszyscy organizatorzy widzą to w podobny sposób.

Uruszura Cosplay

Około 14:00 spotkaliśmy się z Nekonosanem. Był wyjątkowo przejęty samym konwentem, podobnie jak ja. Mieliśmy możliwość spotkać się i porozmawiać, ze znaczną ilością cosplayerów. Niestety moje oko nie potrafi jeszcze po rysach twarzy poznać, kto jest kim. Ale radarowi Neko nic nie umknie: Amee, Keicho, Cosplay No Jutsu,  Tima, Urushura, Vivid, i wiele więcej.


Mniej więcej wtedy też Vivid Cosplay wraz Akkinori z Cosplay No Jutsu zaprosiły nas do wspólnej gry w Karty Dżentelmenów. Graliśmy o zostanie hokage. Nasza sromotną klęskę pozostawimy bez komentarza, ale następnym razem się uda!

Mieliśmy też okazję  co jakiś czas przejść obok warsztatów tańca z wachlarzami i bębenkami, a także Kendo i stanowiska Dorigami.

Nastepnie zachęceni do prelekcji o Rakugo, udaliśmy się do Sceny Głównej. Widziałem już całkiem dużo rzeczy, ale tradycyjnego komediowego stand-upa jeszcze nigdy! Rakugoka klękając na specjalnym postumencie, siada i opowiada komiczne historie. Do pomocy używa jedynie wachlarza i niewielkiej, poręcznej chusteczki. Co więcej, w historiach wyłącznie za pomocą modulacji głosu, zaznaczając to charakterystycznym skrętem głowy- wplata dwie i więcej osób. Jeżeli ktoś nie miał okazji czegoś takiego zobaczyć to serdecznie polecamy zapoznać się z materiałem filmowym, który niedługo udostępnimy. Ale najlepiej zwyczajnie to przeżyć!

Taka porada na koniec: "Gdy Rakugoka do Ciebie woła, nie reaguj. To część przedstawienia."

Odwiedziliśmy też zachwalaną Meido Cafe. Tam przywitała nas Keicho Cosplay w stroju pokojówki. Rzeczywiście ceny były naprawdę przystępne, a zamówione omlety z ryżowo- mięsnym farszem były przepyszne. Nie wspominając o ketchupowym "Love" dodającym +5 do smaku potrawy.  Z pełnymi brzuchami udaliśmy się znów do Sceny Głównej, rozłożyć kamery i wybrać miejsca w pierwszym rzędzie.


Gala Cosplay była moją [Jana] pierwszą, gdzie w całości mogłem ją zobaczyć. Dlatego pierwsze wrażenie TBAW było dla mnie przełomowe.

Wydarzenie nie mogło obyć się bez wcześniejszych prób. Niestety dla uczestników, rozpoczęcie zostało opóźnione. Głównie przez zbyt krótkie przeszkolenie operatorów świateł.


Prowadzącymi byli wspominany już Fabien "Suchar" Sacha (Zastępca Koordynatora Głównego)  i Koordynator ds. Cosplay Krzysztof "Pielaszke" Pielaszek. Fantastyczny duet, który potrafił wyważyć odpowiednio wstawki nieco poważniejsze z humorystycznymi. Nie zapominając o nutce improwizacji, która wyratowała kilka zapalnych momentów.



Prezentacje poszczególnych grup były poprzeplatane pokazami Kendo, tańca koreańskiego z wachlarzami i Taekwondo. Dla osób nowych w tym temacie, Kendo to obecnie rekreacyjny sport wywodzący się z szermierki przeznaczonej dla Samurajów. Miecze są wykonane z listew bambusowych.

 Każdy z nich zapadł w pamięć nieco innym szczegółem. Taniec za swoją horeografię, Kendo za ochoczo wykrzykiwane oksymorony, a Taekwondo za rozbicie 3 betonowych płyt przy użyciu pięści.


Samych grup stawiło się siedem, a Jury złożone z Arshania Cosplay, Quell Crafts i Akatsu Cosplay -  wyłoniło zwycięzców w trzech kategoriach.

Za Najlepszy Strój nagrodę otrzymała Red Head Witch za kreację księżnej Anny Henrietty z uniwersum Wiedźmina. Jury doceniło przywiązanie do szczegółowości i zachowania faktury sukni.


Najlepszą Prezentację przygotowała  "Grupa Naruto".


Z kolei Grand Prix umieści na ścianie Meravion za wcielenię się w postać Króla Foltesta, również z uniwersum Rzeźnika z Blaviken.


Ostatnim punktem programu na naszej liście była Wielka Wojna Waifu 3. Na poprzednich edycjach nie było dane nam być, ale tym razem się postaraliśmy. Co więcej, jako jedyni nagraliśmy jej przebieg. Także mamy... *inhales* EXCLUSIVE! Pierwszy i liczymy, że nie jedyny. Sama wojna polega na tym, żeby jako wyznawca/ fanatyk/ kochaś swojej waifu - wyeliminować resztę z gry. Waifu - to w sumie urzeczywistnienie Twojej nierealnej bądź płaskiej zachcianki. Wpisuje się w Twój kanon piekna, gdy koleżanki z klasy już dawno zablokowały Cię w "friendzonie".  Mówiąc nierealnej nie tylko chodzi tu o postaci z mangi, anime czy gier, ale także rzeczywiste rzeczy martwe/ nieożywione jak np. użyta w WW3 Mazda RX7. Tak, zwyrole chętni na "corpse party" też się w to zaliczają...


Tegoroczna edycja składała się z 3 etapów. Pierwszy, którym była praca twórcza. Piosenka lub wiersz. Urzekła nas historia Mazdy z akompaniamentem gitary.
Drugim etapem był "Roast". Jest to innymi słowy obrażanie innych monologiem, a czasem nawet siebie - ubrany w komediowym kontekście.

Trzecim jest rosyjska ruletka. Do magazynka bębnowego broni do gry w Nerf'a ładowany jest pocisk, po czym magazynek rozpędza się i na ślepo ładuje w gniazdo.  Za każdym razem oddajemy dwa strzały do dwóch słupków symbolizujących fanatyków, siedzących obok. Po każdym powtarzając procedurę rozkręcania. Jeśli broń wystrzeli, dany kochaś wypada z gry, a waifu "ginie". Jeśli nie, do magazynka wprowadzamy kolejny pocisk i powtarzamy procedurę od nowa.
Tym samym na wybór ostatecznej Ultimate Waifu nie mają wpływu dwie poprzednie konkurencje, a jedynie ruletka.
W tym roku wygrała Albedo z serii "Overlord".



Podsumowując. The Basement Asian Week zostanie obowiązkowym punktem w naszym kalendarzu, jeśli pojawi się kolejna edycja. Rzeczywiście na wielu polach organizatorzy dotrzymali danego słowa i wykorzystali potencjał drzemiący w ich pomyśle:
+ Azyatyckie klimaty. Tak, tu ekipa utrzymała konwent na najwyższym poziomie, ponieważ głównymi punktami programu były właśnie kulturalne prelekcje bądź warsztaty (japońskie, chińskie, koreańskie). Nie wspominając o bramie Tori - mały "smaczek", a cieszy.
+ Gra konwentowa, która w końcu nie jest wymuszonym dodatkiem, a przemyślanym puzlem większej układanki.
+ Zastosowane ozdoby i nazewnictwo miejsc, które jest związane z tematem głównym.
+ Zróżnicowane prelekcje pod kątem zaawansowania i treści, które były prowadzone przez zawodowców.
+ Obszerny program warsztatowy.
+ Niedrogie i przystępne kulinaria. Dziewczyny w przebraniach (!) własnoręcznie przygotowywały potrawy. Te nieziemskie ciasta. Brownie było pulchne, mokre i rozpływało się w ustach. Samo Meido -caffee nigdy nie było puste, a czasem nawet nie mogliśmy znaleźć wolnego miejsca.
+ Zabawna i urozmaicona Gala Cosplay.


Chcielibyśmy napisać o samych plusach, ale niestety pojawiło się też kilka niepokojących kwestii:
- Przejście w akredytacji było niestety wąskie i wymuszało ruch wahadłowy przy większych grupach mijających się uczestników. Sytuację poprawiłoby umieszczenie akredytacji od strony ściany, a niekoniecznie przy drzwiach.
- Pokoje do gier muzycznych w których ważne jest metrum i tempo powinny być odseparowane od siebie lub wyposażone w zestawy słuchawkowe. Często konwentowicze  chcąc skorzystać z tych dobrodziejstw, przeszkadzali sobie nawzajem.
- Stoły planszówkowe powinny być mniejsze. Rzadko zdarzają się grupy po 8-10 osób, przez co do wygodnej gry (chociażby w Karty Dżentelmenów) kończyliśmy z koniecznością przemeblowania.
- Oświetlenie mówców na porannych prelekcjach było ustawione tak, że widoczne były w półmroku. Zrobienie zdjęć czy komfortowe odczytywanie mimiki i gestykulacji było przez to bardzo utrudnione. Zwyczajnie rozpraszało.
- Niestety pomimo zaawansowanego zaplecza technicznego, zauważalne były problemy operatorów dźwięku i oświetlenia. Wprowadziło to niepotrzebne zamieszanie. Lepiej by było zrezygnować z 2-3 prelekcji wcześniej na Scenie Głównej lub przenieść je do innych sal, a dopracować tą jakże ważną część imprezy.
- Kuchnię warto by było dodatkowo urozmaicić o onigiri, maki, ramenem lub czymś z kuchni koreańskiej bądź chińskiej. Jest sporo restauracji, które chętnie sprzedają zestawy sushi na konwentach, co bardzo dobrze komponowałoby się z tematem głównym wydarzenia.

Na przekór wszystkiemu co możecie pomyśleć czytając samo podsumowanie - The Basement Asian Week było bardzo dobrym konwentem. Zorganizowanym i gotowym na czas. Jak na powierzchnię imprezy, objętość programu i zastany stan faktyczny, to wspomniane minusy są tylko niewielkimi potknięciami, które są do przysłowiowego "szlifu". Wielokrotnie słychać było pochwały o  kontakcie z helperami i organizatorami, nie tylko przez nasz zespół, ale uczestników,  cosplayerów czy prelegentów - oceniany jako wzorowy.

Żeby tego było mało. Normalnie na konwentach nie sprzedaje się napojów alkoholowych, dlatego organizatorzy pomyśleli też o koneserach mocniejszego trunku i zorganizowali After Party po zakończeniu konwentu w tematycznym klubie w centrum miasta. Rzecz jasna z dodatkową porcją karaoke i gier pokroju rockband czy Guitar Hero.  


Bardzo dziękujemy za możliwość udziału w The Basement Asian Week i jego After Party. Za przeprowadzony wywiad z Fabienem Sachą i ciepłe przyjęcie na konwencie. Cosplayerom za pozowanie, ekipie orgów za chęć organizowania takich imprez, artystom za pozostawienie śladu w Zeszycie Artystów, a Meido Cafe za pyszne omlety. I za wszystko co można by było dopisać, a o czym  być może zapomnieliśmy. Zapamiętamy to wydarzenie na długo i liczymy na kolejną owocną współpracę w przyszłości.

Keicho

Ostatnią rzeczą, o której nie wspomnieliśmy jest specjalny rodzaj wejściówki - Exclusive Gold VIP. W porozumieniu z organizatorami The Basement przygotowaliśmy jedyną wejściówkę z rozbudowanym pakietem bonusów. M.in. dedykowanym miejscem na kanapie podczas Gali Cosplay czy też udział jako część jury w Waifu Wars 3.

Wystawiona została na licytację charytatywną w ramach akcji Pancerz dla Wiewióry, która niedługo po zakończeniu konwentu okazała się pełnym sukcesem. Podczas jej trwania różne osoby i instytucje wystawiały przedmioty lub usługi na licytację, a w przytłaczającej części przypadków wszystkie pieniądze przekazywane były na zbiórkę. Nawet serwis Othertees przygotował trzydniową promocję z limitowanymi wzorami koszulek. Od momentu zapoczątkowania akcji w ponad 500 aukcjach uzbierano ponad 100 tys. złotych. Cegiełkę do tego przedsięwzięcia dołożył także jegomość, którego widac poniżej - "Kixi". Kupując ten bilet przybliżył Wiewiórę do celu, jakim było opłacenie rocznej kuracji antynowotworowej. Zachęcamy w tym miejscu inne konwenty do wspierania i ofiarowania jednej lub pary wejściówek na swoje imprezy w celu wspomożenia podobnych zbiórek. Możecie to robić osobiście, przez Waszych przedstawicieli na grupach lub przez Nas, chętnie w tym pomożemy.



Jan Jędrzejczak